
Odyseja Christophera Nolana trafia właśnie do kin jako jedna z najdroższych produkcji roku. Co z eposu Homera przetrwało drogę na wielki ekran, a co zmieniono?
Zanim porównamy film z oryginałem, warto sobie przypomnieć, z czym tak naprawdę mierzy się Christopher Nolan. Odyseja to poemat przypisywany Homerowi, powstały gdzieś między VIII a VII wiekiem p.n.e., liczący 24 księgi i będący – obok Iliady, jednym z najważniejszych tekstów, na których wyrosła europejska kultura. Przez stulecia recytowano go podczas świąt religijnych, a dla słuchaczy był jednocześnie rozrywką i podręcznikiem życia, bo przekazywał wartości, normy i całe wyobrażenie Greków o tym, jak działa świat. Odyseja (poemat Homera) wyrosła z tradycji ustnej i do dziś to po niej widać – stałe epitety, rozbudowane porównania, rytmiczne powtórzenia i heksametr daktyliczny sprawiają, że dzieło brzmi tak, jak nie brzmi żaden inny tekst starożytności.
Fabuła Odysei rozgrywa się na trzech planach jednocześnie. Pierwszy to tułaczka samego Odyseusza – króla Itaki, który po dziesięciu latach wojny trojańskiej kolejną dekadę spędza na morzu, rzucany między gniewem Posejdona a kaprysami losu. Drugi to historia jego syna Telemacha, młodego człowieka wyruszającego po greckich dworach tropem wieści o ojcu, którego niemal nie pamięta. Trzeci to Penelopa – żona Odyseusza, zmuszona latami odpierać natarczywych zalotników i sama utrzymywać porządek w itackim pałacu.
Te trzy wątki Homer splata w sposób, który i dziś robi wrażenie. Poemat nie zaczyna się od początku – Odyseusz tkwi już u nimfy Kalipso, a jego wcześniejsze przygody, od cyklopa Polifema i czarownicy Kirke, przez zejście do Hadesu, po syreny, Scyllę i Charybdę, czytelnik poznaje dopiero wtedy, gdy bohater sam o nich opowiada na dworze króla Feaków. Przeszłość odsłania się więc warstwa po warstwie i dopiero pod koniec cała historia układa się w spójny obraz.
Bogowie w Odysei nie siedzą bezczynnie na Olimpie – wchodzą w akcję jak pełnoprawni bohaterowie. Atena osobiście opiekuje się Odyseuszem i jego synem, Hermes dostarcza rozkazy i zioło chroniące przed czarami Kirke, Posejdon mści się za oślepienie swojego syna Polifema, a Zeus zsyła burze, kiedy uzna to za stosowne. Każde z tych bóstw ma własne emocje, ambicje i rachunki do wyrównania, a człowiek w tym układzie jest raczej pionkiem niż samodzielnym graczem – bo jego los zależy od tego, jak potoczy się spór na Olimpie.
Podobną funkcję pełnią potwory, choć na innym poziomie. Cyklop Polifem uosabia dzikość, Kirke zamieniająca ludzi w świnie – symbolizujące utratę człowieczeństwa, syreny wabiące śpiewem – pułapkę fałszywej przyjemności, a Scylla i Charybda zmuszają do wyboru mniejszego zła. Homer rozmieszcza te istoty na mapie, która częściowo pokrywa się z realną geografią Morza Śródziemnego, a częściowo należy do świata czysto mitycznego. W praktyce każda kolejna wyspa i każdy kolejny potwór to test, który bohater musi zdać, żeby zasłużyć na powrót do domu.
Odyseja trafiała na ekran wielokrotnie, ale żadna z dotychczasowych prób nie miała skali porównywalnej z tym, na co obecnie czekamy. Pierwszą poważną adaptację nakręcono już w 1954 roku – Kirk Douglas zagrał w niej Odyseusza, Anthony Quinn Telemacha, a całość utrzymana była w konwencji przygodowego kina miecza i sandałów, popularnego w tamtej epoce. W 1968 r. Franco Rossi zrealizował czteroczęściowy włoski serial telewizyjny, uznawany do dziś za jedną z najbardziej rzetelnych wersji, choć poza Włochami jest praktycznie nieznany. Największą rozpoznawalność zyskał dwuczęściowy miniserial z 1997 r. w reżyserii Andreia Konchalovskiego, z Armandem Assante w roli tytułowej. Polifem, Kirke, syreny i Hades pojawiały się po kolei, bogowie chodzili po ziemi zgodnie z literą mitu, a praktyczne efekty specjalne robiły wrażenie jak na telewizyjny budżet lat dziewięćdziesiątych.
Mit Odyseusza inspirował też produkcje bardziej swobodne. Bracia Coen w Bracie, gdzie jesteś? przenieśli motyw tułaczki w realia amerykańskiego Południa lat trzydziestych, a w 2024 r. Ralph Fiennes i Juliette Binoche zagrali w kameralnym Powrocie Odyseusza, który pominął mityczne przygody i skupił się na psychologii powrotu. Epos okazywał się materiałem niezwykle elastycznym – dawał się przetwarzać w kinie drogi, science fiction, a nawet spaghetti westernie. Brakowało jednak pełnej adaptacji na miarę wielkiego hollywoodzkiego widowiska, i sam Nolan określił to jako niezwykłą lukę w historii kina.
Tę lukę wypełnia obecnie Odyseja (The Odyssey) – amerykańsko-brytyjska produkcja, za którą Nolan odpowiada jako reżyser i scenarzysta. Budżet szacowany na 250 milionów dolarów czyni ją najdroższym przedsięwzięciem w jego karierze. Muzykę skomponował Ludwig Göransson, zdjęcia realizował Hoyte van Hoytema, a film trwa około 172 minuty i wchodzi do kin, w tym sal IMAX, 17 lipca 2026 r. To pierwsza w historii próba przeniesienia całej homeryckiej sagi w formacie IMAX, co materiały promocyjne podkreślają na każdym kroku, eksponując monumentalne ujęcia morza, bitew i mitologicznych przestrzeni. Zdjęcia powstawały od lutego do sierpnia 2025 r. w Maroku, Grecji, na Sycylii, w Szkocji, na Malcie, w Islandii i w Los Angeles. Reżyserowi zależało na osadzeniu mitologii w prawdziwych krajobrazach basenu Morza Śródziemnego – wyspa Favignana przy zachodnim wybrzeżu Sycylii jest zresztą przez część badaczy wskazywana jako potencjalna lokalizacja jednej z wysp opisanych w poemacie.
Na liście obsadowej nie brakuje znanych nazwisk. Matt Damon wciela się w Odyseusza, Tom Holland gra Telemacha, Anne Hathaway – Penelopę, Zendaya – Atenę, Charlize Theron – Kalipso, a Robert Pattinson – Antinoosa, przywódcę zalotników. Obecność Jona Bernthala jako Menelaosa i Benny’ego Safdiego jako Agamemnona sugeruje, że film sięga do wydarzeń wojny trojańskiej, którą sam epos Homera traktuje jedynie jako tło. W obsadzie pojawia się też Travis Scott w roli barda – Nolan tłumaczył ten wybór chęcią nawiązania do oralnej tradycji eposu, którą uznał za bliską rapowi.
Różnice między filmem a książką zaczynają się już od samej skali – zmieścić 24 księgi w niecałych trzech godzinach to zadanie, które z góry wymusza bolesne cięcia. Nolan jednak nie tylko skraca – świadomie przebudowuje materiał, o czym otwarcie mówił w wywiadach. Największe przesunięcia wobec oryginału dotyczą trzech rzeczy: konstrukcji czasu, roli bogów i psychologii bohaterów. W każdym z tych przypadków widać rękę reżysera, nie filologa.
Homer buduje narrację jak opowieść złożoną z kolejnych opowieści – jak wspominaliśmy wcześniej, akcja zaczyna się, gdy Odyseusz tkwi już u Kalipso, a o tym, co przeżył wcześniej, czytelnik dowiaduje się dopiero kilka ksiąg dalej, z relacji samego bohatera na dworze Feaków. Wątek Telemacha toczy się osobno i dopiero z czasem przecina główną linię fabularną. Nolan w rozmowie z Colbertem przyznał, że ta struktura fascynowała go od lat, bo widział w niej najstarszy znany przykład narracji niechronologicznej.
W filmie chronologia układa się jednak inaczej. Zamiast długiej retrospekcji Odyseusza przed feackim audytorium zwiastuny pokazują płynny ciąg epizodów przygodowych przeplatany scenami z Itaki, bliższy równoległemu montażowi niż homeryckiemu zagnieżdżaniu opowieści w opowieści. Jeszcze ciekawsze jest to, kto uruchamia wspomnienia – nie sam Odyseusz, lecz Telemach w rozmowie z Menelaosem. Zamiast herosa opowiadającego o własnych czynach pojawia się więc syn próbujący poskładać historię ojca, którego niemal nie pamięta.
Nolan eksperymentował z czasem praktycznie w każdym swoim filmie – odwrócona chronologia Memento, nakładające się skale czasowe Dunkierki, inwersja w Tenet. W Odysei te narzędzia nie służą jednak formalnemu popisowi. Ich zadaniem jest sprawić, żeby opowieść o dwudziestoletniej rozłące i trudnym powrocie trafiła do widza tam, gdzie powinna – w emocje.
Sposób potraktowania bogów to chyba największe odejście od Homera. W eposie są bohaterami pierwszego planu – kłócą się między sobą, interweniują w losy śmiertelników, a narady na Olimpie tworzą osobną warstwę fabuły, równie ważną co ludzkie historie. Nolan ten cały poziom całkiem usuwa.
W wywiadzie dla The Guardian tłumaczył, że zależy mu na zanurzeniu widza w światopoglądzie epoki brązu, w którym boskość przejawiała się przez naturę – grzmoty, pływy, wiatr. Zamiast scen na Olimpie mamy więc morze filmowane z rozmachem IMAX i burze, które mają budzić ten sam lęk, jaki odczuwali bohaterowie. Kamera nigdy nie wychodzi do bóstwa jako postaci. Atena w wykonaniu Zendayi funkcjonuje raczej jako mentorka niż wszechmocna bogini, a potwory – Polifem, syreny, Scylla i Charybda – pozostają obecne, ale utrzymane w poetyce mrocznego realizmu bliższej Interstellar niż tradycyjnemu mitologicznemu spektaklowi.
Odyseusz u Homera to sprytny, pomysłowy kombinator – kłamie, manipuluje, testuje otoczenie, a jednocześnie za wszelką cenę chce wrócić do domu. Nolan w wywiadzie dla TIME przyznał, że te cechy świetnie sprawdzają się u postaci drugoplanowej, ale u głównego bohatera filmowego potrafią przeszkadzać. Porównał to do Gwiezdnych wojen – obok cwaniaka Hana Solo potrzebny jest bardziej przejrzysty Luke Skywalker. Matt Damon gra więc Odyseusza inaczej niż wyobrażał go sobie Homer: jako wojennego weterana, w którym spryt przeplata się z poczuciem winy i potrzebą przetrwania. Pojawia się także współczesny wątek traumy, którego w eposie nie widać wprost, choć cierpienie bohatera Homer opisuje obszernie.
Podobne przesunięcie dotyczy Penelopy. U Homera to przede wszystkim symbol wierności – słynie ze sztuczki z tkaniną i odmawiania zalotnikom, ale jej pole działania pozostaje ograniczone. Anne Hathaway gra kogoś zupełnie innego: kobietę aktywną politycznie, stawiającą warunki i współtworzącą strategię obrony domu. Nolan mówił o Penelopie jako o tłumionym wulkanie – i przyznawał, że najbardziej ekscytujące w pracy nad scenariuszem było pozwolić jej wreszcie wybuchnąć.
Telemach u Homera też przechodzi przemianę, ale jego wątek pozostaje w cieniu ojca. Tom Holland gra go inaczej – jako młodego człowieka, który bardziej niż czegokolwiek potrzebuje odpowiedzi na pytanie, kim jest poza byciem synem legendy. Żal wobec nieobecnego ojca, gniew, potrzeba samodzielności – to wszystko w eposie ledwie prześwituje, a w filmie staje się pełnoprawnym wątkiem. Reżyser w rozmowie z Colbertem powiedział wprost, że to historia o rodzinie. I właśnie tu najlepiej widać, co film robi z Homerem – samotna tułaczka wojownika ustępuje miejsca opowieści o ludziach, którzy na siebie czekają po obu stronach morza.
Nolan nie tylko skraca – w kilku miejscach wyraźnie rozbudowuje to, co u Homera było ledwie wspomniane. Film pokazuje sceny wojny trojańskiej, w tym pełną sekwencję z koniem trojańskim, o którym epos jedynie napomyka. Reżyser wyobraził sobie konia grzęznącego w piasku i zalewanego przez fale – Trojanie mieli go wyciągnąć z morza jako trofeum, nie podejrzewając, że ktoś jest w środku. Klimat tej sceny bliższy jest Dunkierce niż tradycyjnej batalistyce. Wzmocniony został też wątek itacki – Penelopa i Telemach dostają tyle ekranowego czasu, że ich historia staje się równorzędna wobec samej tułaczki. Do tego dochodzi coś, czego epos z natury dać nie mógł: konkretne krajobrazy. Favignana, Peloponez, Maroko, Islandia nadają mitologii fizyczność, której u Homera trzeba szukać wyłącznie w wyobraźni.
Równie wymowna jest lista tego, co wypadło. Przy 172 minutach nie sposób zmieścić 24 ksiąg, więc epizody w rodzaju pobytu u Eola, wołów Heliosa na Trinakrii czy spotkania z ojcem Laertesem najprawdopodobniej nie trafiły do finalnego montażu. Opisy uczt i rytuały gościnności, tak ważne u Homera, też musiały ustąpić tempu. Nolan mówił jednak o greckiej zasadzie gościnności jako o fundamencie cywilizacji i porównywał ją do złotej zasady, więc motyw ten zapewne pojawia się w jakiejś skondensowanej formie.
Osobną zagadką jest Kirke. Charlize Theron gra Kalipso, ale rola Kirke nie ma potwierdzonej obsady. Być może obie postaci połączono w jedną, a może epizod na wyspie czarownicy po prostu skrócono. Możliwe też, że złagodzeniu uległy najbardziej kontrowersyjne wątki obyczajowe – wieloletnie relacje Odyseusza z obiema kobietami czy brutalna rozprawa z niewiernymi służącymi – ze względu na wrażliwość dzisiejszej widowni.
Epos ustny i film za 250 milionów dolarów to dwa zupełnie inne sposoby opowiadania. Homer mógł sobie pozwolić na powtórzenia, długie opisy uczt, dygresje i monologi ciągnące się przez całe pieśni – bo jego słuchacze siedzieli przy ogniu, a nie w kinie z popcornem. Trzy godziny na ekranie rządzą się innymi prawami: potrzebują tempa, napięcia i wyraźnych punktów zwrotnych.
Zmiany dotyczą jednak nie tylko formy. To, że bohaterowie sami podejmują decyzje, zamiast być sterowani przez kapryśnych bogów, wpisuje się w szerszy trend współczesnego kina. Nolan sam porównywał twórczość Homera do produkcji superbohaterskich, twierdząc, że epos to Marvel swoich czasów – wyraz tęsknoty za bogami, którzy mogliby współistnieć z ludźmi. Rozbudowanie roli Penelopy i Telemacha to z kolei odpowiedź na oczekiwania dzisiejszej widowni, która chce widzieć na ekranie pełnokrwiste bohaterki i złożone relacje rodzinne, a nie tylko jednego mężczyznę walczącego z potworami. Obsada znanych nazwisk ma przyciągnąć szeroką publiczność, dla której mit Odyseusza jest może znany z popkultury, ale niekoniecznie z lektury poematu.
Jest wreszcie wymiar czysto reżyserski. Nolan od lat kręci wielkie widowiska z filozoficznym zapleczem, eksperymentuje ze strukturą czasu i opowiada o bohaterach rozdzieranych między obsesją a odpowiedzialnością. Adaptując Homera, nie rezygnuje z tego, co robi najlepiej – stąd wątek traumy wojennej, konfliktu pokoleń i pytań o cenę sprytu. Film nie powtarza mitu – raczej odpowiada na niego ze świeżej, współczesnej perspektywy. Szkielet fabuły zostaje, ale tam, gdzie Homer widział wolę bogów, Nolan widzi wybory ludzi i cenę, jaką za nie płaci konkretna rodzina.
Najprawdopodobniej nie – z racji na ograniczenia w długości fillmu pewne wątki zostaną pominięte.
Film Christophera Nolana wchodzi do kin 17 lipca 2026 roku