
Kryzysy finansowe w historii ludzkości zawsze odgrywają ogromną i najczęściej negatywną rolę. Jakie są przyczyny kryzysów finansowych oraz ich główne skutki?
Żeby zacząć przytaczać przykłady największych kryzysów finansowych w historii, należy najpierw krótko wyjaśnić, czym w ogóle taki kryzys jest. A jest to sytuacja, w której załamuje się system finansowy. To znaczy, że – przede wszystkim – banki, ale też inne instytucje finansowe wpadają w problemy, tracą płynność i wiarygodność finansową. Załamują się giełdy, a aktywa gwałtownie tracą na wartości – mowa tu np. o akcjach czy nieruchomościach. Oczywiście wszystko to odbija się na zwykłych ludziach, bo pieniądz traci wartość, przepadają oszczędności, rosną bezrobocie i bieda. Przyczyny kryzysów finansowych mogą być różne, a dyskusje na temat skutków globalnych kryzysów finansowych sensu stricte warto zacząć od największego z nich. Mowa o Wielkim Kryzysie 1929.
W historii kapitalizmu, gospodarki wolnorynkowej, nie było większego krachu. Ów kryzys trwał cztery lata i objął praktycznie wszystkie kraje na ziemi oprócz Związku Radzieckiego – co logiczne, z racji jego powszechnego zamknięcia na wszystko, co zewnętrzne. Datą, którą uznaje się za początek Wielkiego Kryzysu z 1929 roku, jest tak zwany Czarny czwartek – 24 października 1929. Wszystko zaczęło się wówczas w Stanach Zjednoczonych, gdy nagle i wyjątkowo gwałtownie spadły notowania akcji na Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Był to skutek nadmuchiwanej od jakiegoś czasu bańki spekulacyjnej. Ów bańką określa się samonakręcającą się sytuację – proces – w którym ceny aktywów rosną dynamicznie, osiągają wartości wyraźnie przeszacowane, oderwane od wartości realnej, faktycznej. Bańka spekulacyjna z reguły jest napędzana emocjami, owczym pędem tłumu czy chciwością. Podobnie było w Nowym Jorku przed Wielkim Kryzysem 1929.
Światowa gospodarka nie znajdowała się wówczas w najlepszym położeniu. Państwa z całego globu – głównie europejskie – lizały jeszcze rany po jakże obciążającej I Wojnie Światowej, ale spokoju przecież nie było. Kraje kolonizatorów prowadziły ze sobą wojny celne, które zaburzały międzynarodowy handel. Europejskie państwa zadłużały się względem USA, co powodowało, że gospodarka Starego Kontynentu w coraz to większym stopniu wiązała swoją zależność właśnie od sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Za Oceanem natomiast rósł optymizm. Na początku lat 20. poziom życia w Ameryce Północnej poszedł wyraźnie w górę, ludzie zaczęli migrować ze wsi do miast. Rosły pensje, ludzie kupowali dobra luksusowe, samochody – słowem: konsumpcja pełną gębą. Rosła także giełda, ale malała podaż pieniądza. Już w marcu 1929 doszło do lekkiego krachu giełdowego, który zaczął ujawniać, że cały amerykański rynek finansowy stoi na kruchym fundamencie. Sytuacja zaczęła się odwracać. Nadprodukcja w sektorze rolniczym skutkowała spadkiem wartości plonów – więc rolnicy musieli się zadłużać. W tamtym czasie doszło też do utraty zaufania banków, przez co obywatele USA – nawet ci mniej zamożni – zaczęli inwestować swoje środki w giełdę. A wartości aktywów ciągle rosły.
W końcu – we wrześniu 1929 – doświadczeni akcjonariusze i inwestorzy zorientowali się, że ceny na giełdzie nie mogą wiecznie rosnąć. Zaczęli pozbywać się udziałów, co poskutkowało zatrzymaniem wzrostu wartości akcji, potem ich spadkiem, a następnie kolejnymi sprzedażami – i tak w kółko. Zaczęła nakręcać się spirala, aż w końcu wielu graczy giełdowych wpadło w panikę. Sprzedaż była masowa, niekontrolowana – a po Czarnym czwartku, kilka dni później, nastąpił Czarny wtorek, kolejne miliony wycofań z giełdy. Banki straciły płynność, wiele ogłosiło bankructwo, w gigantycznej skali wzrosło ogólne zadłużenie, bezrobocie w USA osiągnęło jedną trzecią całkowitej siły roboczej. Wszystko zaczęło się ze sobą wiązać, a jako że powiązane z gospodarką Stanów Zjednoczonych były także kraje europejskie – Wielki Kryzys 1929 dotknął również Stary Kontynent. Spadła konsumpcja, pojawiła się deflacja, znikały bankrutujące przedsiębiorstwa, na łeb na szyję leciały Produkty Krajowe Brutto, nagle pojawił się niedostatek żywności. Sytuacja stała się wręcz dramatyczna. Wielu historyków twierdzi chociażby, że to m.in. dzięki pesymizmowi, będącym skutkiem globalnego kryzysu finansowego, do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler, obiecując poprawę sytuacji obywateli.
Jeden z najświeższych globalnych kryzysów finansowych w dziejach ludzkości. Jego szczyt przypadł na lata 2008-2009, ale akurat w Polsce nie był odczuwalny tak, jak w innych krajach. Uważa się wręcz, że nasz kraj przeszedł przez niego w bardzo dobrym stylu. Oczywiście zaistniały takie zjawiska, jak ograniczanie kredytów przez banki, ataki spekulacyjne na Polskiego Złotego, obniżenie jego wartości względem innych walut czy problemy niektórych firm, które operowały na opcjach walutowych. Ale skąd w ogóle wziął się kryzys finansowy 2008?
Przyczyn było kilka, a jako główną zazwyczaj wymienia się hossę na rynku kredytów hipotecznych. Banki – głównie te amerykańskie – chętnie udzielały pożyczek osobom, które nie miały odpowiednich zdolności kredytowych (kredyty subprime). Banki sprzedawały dalej te kredyty, przedstawiając je jako bezpieczne inwestycje. Trwało to od początku XXI wieku, co miało bezpośredni związek z bańką, jaka narosła na rynku nieruchomości w USA. Kiedy w końcu wartości budynków, mieszkań zaczęły nagle spadać, pojawiały się problemy niewypłacalności. Modele ryzyka nie uwzględniały scenariuszy kryzysowych. Zaczęły się upadki, w tym upadek Lehman Brothers, czwartego największego banku inwestycyjnego, co stanowi największe bankructwo w historii bankowości. A gdy upadł Lehman – rozpoczęła się panika.
Jakie były globalne skutki globalnego kryzysu finansowego 2008? Można rzec, że “klasycznie”: recesja w USA i Europie, bezrobocie sięgające 10 procent w Stanach, spadki PKB i wzrost zadłużenia państw.
Jak sama nazwa wskazuje, kryzys bańka dot-com to kryzys dotyczący bańki internetowej. Przypadał na lata 1995-2001 i związany był z euforią dotyczącą branży informatycznej sfokusowanej wokół internetu (oraz wszelkich branży pokrewnych). Na przełomie wieków nastąpił dynamiczny jego rozwój – dziś standardu, wówczas nowości. Spowodowało to przeszacowanie potencjału większości firm, które działały w sieci lub chciały taką działalność dopiero rozpocząć. Pojawiła się moda na takie przedsiębiorstwa, a razem z modą – kursy akcji “dot-comów” poszły mocno w górę. A to wszystko mimo faktu, że większość z nich nigdy nie zdołała osiągnąć znaczących, a czasem… nawet jakichkolwiek dochodów.
Fundusze inwestycyjne chętnie szły w kierunku dużych średnio i długoterminowych inwestycji w firmy znajdujące się we wczesnej fazie rozwoju (tzw. venture capital). Często działały sprzecznie z logiką, wierząc, że nowość na rynku musi wypalić i oferując kapitał podmiotom, które nie miały wielkiego doświadczenia w branży, którą chciały się zajmować (abstrahując już od faktu, że sama ta branża dopiero raczkowała). Skala była bardzo duża. Nakręcały ją takie wydarzenia, jak powstanie Windowsa 95, języka programowania Java czy przełomowej wówczas przeglądarki Netscape. Gdy bańka zaczęła rosnąć, liczba użytkowników internetu oscylowała wokół 18 milionów, ale od 1995 roku poszła mocno w górę. Cała ta sytuacja była w pewnym sensie normą, gdy powstaje jakaś nowa technologia – podobnie było, gdy pojawiła się kolej czy radio, wtedy też giełda “się aktywowałą”. Sieć internetowa przestała być już tylko zjawiskiem przeznaczonym do badań akademickich czy działalności wojskowej – gdzie przecież miała swoje początki. Stała się czymś powszechnym, ogólnospołecznym. Jednocześnie cały rynek – z punktu widzenia inwestorskiego – był bardzo mocno przeszacowany. A jak to z bańkami spekulacyjnymi bywa – w końcu muszą pęknąć.
Na początku 2000 roku coraz większa liczba inwestorów zaczęła tracić wiarę w powodzenie swoich inwestycji. Akcjonariusze zaczęli się wycofywać, a kolejne firmy upadać. Wartości akcji zaczęły drastycznie spadać, a jak to w takich sytuacjach bywa – pojawiła się giełdowa panika. Ludzie zaczęli tracić pracę i oszczędności życia. Nie każde przedsiębiorstwo okazywało się drugim Microsoftem, Google czy Amazonem.
A jak bańka dot-com objawiła się w Polsce? Podobnie jak na świecie, choć z racji tego, że stopień rozwoju internetu w naszym kraju był mniejszy i wolniejszy niż – przede wszystkim – w Stanach Zjednoczonych, to i kryzys był proporcjonalnie mniejszy. Jednakże na pewno dało się go odczuć na Giełdzie Papierów Wartościowych, choć nie jakoś szczególnie. Sama GPW była wówczas młoda i znacznie mniejsza niż obecnie.
Przede wszystkim Tajlandia, ale też Malezja, Filipiny, Singapur, Korea Południowa oraz Indonezja ucierpiały na wydarzeniach z lipca 1997 roku w Azji Południowo-Wschodniej. Główną przyczyną kryzysu finansowego w tamtej części świata była decyzja rządu Tajlandii, by upłynnić kurs bata – czyli tamtejszej waluty. Do tamtego momentu był on sztywny względem dolara amerykańskiego, jednakże z racji kończących się rezerw walutowych, władze musiały jakoś zareagować. Wartość bata gwałtownie spadła, co wywołało efekt domina. Pojawiły się ataki spekulacyjne na inne waluty tamtego regionu, z Tajlandii zaczął uciekać kapitał. Drastycznie wzrosło zadłużenie, giełdy notowały spadki o 50 czy nawet 80 procent. Oczywiście bankrutowały różne firmy, banki, pojawiła się recesja, konieczne restrukturyzacje, ludzie wychodzili na ulice i wybuchały zamieszki – bo rosła też bieda.
Prócz wymienionych na początku krajów, skutki kryzysu finansowego w Azji z 1997 dotknęły Honkong, Laos, Brunei, Chiny, Japonię, Tajwan czy Wietnam. W 1998 roku fala – choć już oczywiście osłabiona – dotarła nawet do Rosji czy Ameryki Południowej. Co ciekawe, azjatyckie państwa dotknięte krachem wyszły z niego całkiem szybko. Najdłużej rany lizała Indonezja, gdzie po ponad trzech dekadach ustąpić musiał dyktator Suharto.
Mówiąc o historii kryzysów finansowych, nie można zapomnieć o pierwszej w historii odnotowanej bańce spekulacyjnej sprzed niemal 400 lat! Miała ona miejsce w Holandii i – jak sama nazwa wskazuje – dotyczyła… tulipanów, a konkretnie ogromnego wzrostu popytu, a więc i cen na cebulki tychże kwiatów na regionalnym rynku.
Jak wiadomo, tulipany kojarzone są przede wszystkim z Niderlandami, a popularność zyskały właśnie w XVII wieku, choć oryginalnie pojawiły się tam importowane z Imperium Osmańskiego stulecie wcześniej. W największym stopniu rozpowszechnił je w kraju botanik Carolus Clusius. Holenderska arystokracja zaczęła traktować te kwiaty jako symbol prestiżu. Rozpoczęła się rywalizacja – kto będzie miał piękniejsze, rzadsze, bardziej oryginalne tulipany. Tamtejsi obywatele – wreszcie uniezależnieni od imperium hiszpańskiego – zaczęli się bogacić. Republika Holenderska weszła w złoty okres, ludzi stać było na luksus, np. tulipany. Najdroższą w dziejach odmianą tego kwiatu był Semper Augustus, którego w szczytowym momencie potrafiono sprzedawać – jak podają źródła w przeliczeniu na dzisiejszą walutę – za 130 tysięcy euro!
Ale skąd wziął się kryzys finansowy w ówczesnej Holandii? Tak jak to na giełdach bywa – rósł popyt, z popytem ceny, ludzie zaczęli coraz mocniej wchodzić w ten biznes, pojawiły się spekulacje i spekulanci. Aż w końcu cena za tulipana doszła do takiego poziomu, że ludzie powiedzieli sobie “dość”. Kontrakty na dostawy zmieniały swoich właścicieli kilkukrotnie, ale transakcje nigdy nie dochodziły do skutku. W końcu – w lutym 1637 – ceny kwiatów gwałtownie spadły, handel wstrzymano. Wybuchały spory dotyczące zawieranych umów, wszystko zaczęło się sypać. Kupcy i nabywcy ruszyli do sądów, rad miejskich, ale mało komu udało się coś ugrać. Ludzie bankrutowali i tracili gigantyczne pieniądze, a przypadek ten – choć pozostawiający pewne źródłowe wątpliwości – pozostaje pierwszym przykładem kryzysu finansowego w historii.
Jeden z najświeższych kryzysów finansowych, będący żywym w pamięci po dziś dzień. To najdłuższy i najbardziej dramatyczny kryzys dotyczący strefy walutowej euro. Jego epicentrum była Grecja, ale… na własne życzenie. Kraj ten do strefy euro wszedł w 2001 roku, rozpoczynając poniekąd pieniężną “hulankę”. Otwarła mu się furtka do tanich kredytów, z których chętnie korzystał. Wszyscy – tamtejszy rząd, banki, społeczeństwo – zaczęli żyć na kredyt. Wydatki publiczne wystrzeliły, pensje sektora publicznego były bardzo wysokie, nie unikano też premii, trzynastek, czternastek itp. Jednocześnie niewiele robiono w kwestii egzekwowania prawa. Ściągalność podatków była na niskim poziomie, a więc mnóstwo pieniędzy uciekało z budżetu. Rosła szara strefa, nad którą państwo nie miało kontroli. Paradoksalnie Grecy w większym czy mniejszym stopniu… byli świadomi sytuacji, bo fałszowali raporty i statystyki, ukrywali zadłużenie, podawali błędne dane. Dobrze miały się korupcja i nepotyzm. Problemy trapiące grecką gospodarkę były widoczne już od lat 80., gdy kraj wchodził do Unii Europejskiej. Przyjęcie euro miało być okazją do poprawy sytuacji – ale stało się wręcz odwrotnie.
Grecja problemy miała już z samym wejściem do strefy euro. By spełnić liczne warunki, jej rząd działał krótkowzrocznie, doraźnie. Kolejne kontrole unijne zaczęły wykazywać coraz więcej nieprawidłowości. Szydło definitywnie wyszło z worka w 2009 roku. Okazało się, że deficyt budżetowy wynosi tam nie 4 procent, a aż 15 procent. Dług publiczny? Przekroczył 120 procent PKB i nadal rósł. Agencje ratingowe wyraźnie obniżyły możliwości kredytowe Grecji, wskutek czego jej obligacje uznano za śmieciowe. Wytworzył się efekt toczącej kuli śnieżnej, która piętnowała problemy. Zaufanie wobec greckiej gospodarki spadło, sektor bankowy wpadł w niestabilność. Obywatele zaczęli wyjmować z nich swoje pieniądze, podobnie zresztą jak wiele instytucji zewnętrznych. Wszystko co greckie, przestało się liczyć. Unia Europejska ruszyła na ratunek.
UE w sumie przekazała Grecji trzy pakiety pomocowe o wartości niemal 290 miliardów euro. Jej rządy musiały jednak wdrażać drastyczne reformy strukturalne i oszczędnościowe – podwyższać podatki, ale ciąć emerytury i pensje. Unii zależało na uratowaniu swojego członka, bo wyjście Grecji ze strefy euro mogłoby spowodować efekt domina i poważne skutki dla pozostałych państw. Zdecydowana większość problemów spadła oczywiście na samych Greków – bezrobocie wśród młodych sięgało nawet 60 procent, więc wielu zdecydowało się na emigrację. Dług publiczny przekroczył 180 procent PKB, powstała wielka recesja itp. W 2017 roku kraj wrócił na odpowiednią ścieżkę, ale wciąż ma największe zadłużenie w strefie europejskiej waluty.
Tego kryzysu finansowego przypominać chyba specjalnie nie trzeba. Jego przyczyny są powszechnie znane i oczywiste – pandemia koronawirusa, która rozpoczęła się w Chinach, a z czasem objęła prawie cały świat. Spowodowała ona daleko posunięte restrykcje, ograniczenia, lockdowny. Ludzie nie mogli się gromadzić, spotykać ze sobą; musieli chodzić w maseczkach, ale też zachowywać odpowiedni dystans. Wszystko musiało być dezynfekowane, bo wirus przenosi się w bardzo szybki i delikatny sposób za pomocą dróg oddechowych.
Każdy gołym okiem widział – bądź odczuł na własnej skórze – jak upadały biznesy, firmy, przedsiębiorstwa. W tym przypadku nie chodziło już jednak o banki, a o najmniejsze usługi. Skoro był lockdown, nie można było chodzić do kina czy kawiarni. Potem pojawiły się limity – ile może wejść do autobusu, ile do sklepu, ile do restauracji. Kto się nie stosował do ograniczeń – dostawał mandaty. To w skali mikro, natomiast w skali makro – wszystkie gospodarki przyjmowały ogromne ciosy. Były zamrażane, ludzie nie wiedzieli, co będzie potem, kiedy to się skończy. Na giełdach czarny tydzień pojawił się przy pierwszym lockdownie, w marcu 2020. Spadki wynosiły po kilkadziesiąt procent. Wyraźnie obniżyła się konsumpcja, powstały zaburzenia w funkcjonowaniu globalnych łańcuchów handlowych, ograniczono produkcję, powszechne były recesje, spadki PKB, a na rynkach walutowych zyskiwał głównie tylko dolar.
Wszystkie rządy musiały wprowadzać programy naprawcze, to samo tyczyło się banków centralnych. Działano na stopach procentowych, obligacjach, aktywach, pakietach fiskalnych. Oferowany tarcze antykryzysowe. Oczywiście rozhulała się inflacja, podkręcona potem jeszcze inwazją Rosji na Ukrainę. Jednakże jak to w takich sytuacjach bywa – tam gdzie jedni stracili, inni zyskali. Ciosy przyjmowały głównie takie sektory, jak m.in. lotnictwo, turystyka, gastronomia, a korzystali giganci technologiczni, firmy kurierskie czy farmaceutyczne. Skutki pandemii covida, jakie widzimy dzisiaj, to – mówiąc o tych pozytywnych – znacznie pogłębiona cyfryzacja i innowacje idące w tym kierunku. Znacznie więcej rzeczy da się dziś zrobić online. Paradoksalnie, choć spadki na rynkach finansowych były głębokie, to były zarazem krótkie, a szybkość odbicia się była – rekordowo wręcz – szybka.
Każdy kryzys finansowy różni się, w efekcie czego należy mówić o różnych przyczynach kryzysów finansowych i różnie rozwiniętych ich skutkach. W ostatnich kilku dekadach kryzysy są inne niż np. w trakcie Wielkiego Kryzysu 1929, bo inne są dziś technologie, świat położył nacisk na inne sektory życia codziennego. Patrząc więc na najnowsze kryzysy finansowe, można dostrzec pewnego rodzaju wzorzec, który opiera się na kilku punktach.
Przede wszystkim zaczyna się od jakiejś euforii, bumu, optymizmu, pozornego złapania Pana Boga za nogi. Gdy wszystko jednak rośnie – często pojawia się wtedy bańka – rośnie też ryzyko, ale również zadłużenie. W końcu pojawia się zapalnik – coś, co przechyla szalę; kropla wody, która powoduje przelanie. Wówczas wszystko się załamuje, na giełdach pojawia się panika, desperacja, nerwowe ruchy. Pojawia się recesja, bankructwa, bezrobocie – i dopiero po czasie, działaniach naprawczych czy restrukturyzacyjnych, kryzys wchodzi w ostatnią fazę, czyli odbicia się. To bywa raz szybsze (covid), a raz wolniejsze (Grecja).
Jakie z kolei są główne i najczęstsze przyczyny kryzysów finansowych? Patrząc po historii, także można wymienić ich kilka. Często one przenikają się wzajemnie, ale nie zawsze muszą występować w komplecie. Jako te najpowszechniejsze, wskazuje się:
Największy kryzys finansowy w historii to Wielki Kryzys z 1929 roku.
Szczyt kryzysu finansowego z 2008 roku przypadał na lata 2008-2009.
Pewne skutki kryzysu finansowego 2008 dotknęły Polskę, jednakże w skali ogólnoświatowej – nasz kraj bardzo dobrze z nim sobie poradził i odczuł go w znacznie mniejszym stopniu niż pozostałe kraje.