
Azjatycka Eurowizja w końcu staje się rzeczywistością i już w listopadzie wystartuje pierwsza edycja. Co wiadomo o nowym widowisku i kto pojedzie do Bangkoku?
Eurovision Song Contest Asia to świeża odsłona marki, którą Europejska Unia Nadawców rozwija wspólnie z Voxovation, a po stronie tajskiej z S2O Productions i Channel 3. Plany wokół projektu krążyły od ponad dwóch dekad, ale wcześniejsze podejścia – w tym te prowadzone przez australijskie SBS, raz po raz trafiały do szuflady.
Teraz sprawy nabrały tempa, a otwarcie sceny dla regionu bogatego w muzyczne tradycje bardzo fortunnie zbiega się ze świętowaniem 70-lecia europejskiego pierwowzoru. Jak mówi Martin Green, Dyrektor Konkursu Piosenki Eurowizji, nowe widowisko działa pod tym samym hasłem – United by Music co europejski oryginał, tylko w azjatyckim wydaniu. American Song Contest zniknęła ze sceny po jednym sezonie, więc tym razem stawka jest wyraźnie wyższa.
Wielki finał konkursu zaplanowano na sobotę 14 listopada w Bangkoku. Gospodarzem wydarzenia został tajski Channel 3, a sceną areny IdeaLive w kompleksie BRAVO BKK, która pomieści ponad cztery tysiące widzów. Stolica Tajlandii po raz pierwszy gości format spod znaku Eurowizji i ten wybór nie jest dziełem przypadku. Bangkok od lat plasuje się w czołówce najchętniej odwiedzanych miast świata, a tutejsza scena festiwalowa z S2O Songkran na czele daje organizatorom solidne zaplecze. Organizatorzy zapowiadają, że projekt obejmie transmisję na żywo w lokalnych telewizjach i równoległą emisję na oficjalnym kanale YouTube Eurowizji.
Reguły niewiele różnią się od europejskiego pierwowzoru. Piosenka może trwać maksymalnie trzy minuty, a na scenie zmieści się najwyżej sześć osób. Wokal śpiewany jest na żywo, choć podkład i chórki mogą lecieć z taśmy. O wyniku zadecydują pół na pół zawodowe jury i widzowie z każdego kraju. Cały format mieści się w jednym wieczorze, bez półfinałów. Co ciekawe, zwycięski kraj nie organizuje automatycznie kolejnej edycji, bo o gospodarzu decyduje przetarg.
Na ten moment do pierwszej edycji zgłosiło się dziesięć państw, mieszając brzmienia Azji Południowej i Południowo-Wschodniej z potęgą K-popu. Lista wciąż może się powiększyć – nadal trwają rozmowy m.in. z Kazachstanem, którego tamtejszy nadawca Khabar Agency dostał oficjalne zaproszenie. Każdy z uczestników wyśle do Bangkoku jednego artystę z premierową piosenką, a pytanie, kto wygra Eurowizję, na razie pozostaje otwarte.
Na liście debiutantów brakuje największych potęg muzycznych kontynentu. Nie zobaczymy Japonii ani Chin, zabraknie też Indii i Indonezji, mimo że każdy z tych krajów od lat uchodził za naturalnego kandydata. Najgłośniej dyskutowaną nieobecnością jest Australia – przecież SBS pracowało kiedyś nad własną koncepcją takiego formatu, a teraz wybrało rolę obserwatora i z zainteresowaniem przygląda się rozwojowi sytuacji. Branża tłumaczy ostrożność prosto: nowe widowisko musi najpierw przyciągnąć widzów, zanim duże stacje sięgną do portfela. Chęć udziału rośnie i kolejne edycje mogą przynieść dłuższą listę uczestników.
Azjatycki Konkurs Piosenki Eurowizji odbędzie się 14 listopada 2026 roku w Bangkoku.
Za głównego faworyta uchodzi Korea Południowa, która wnosi do konkursu potęgę K-popu i ogromną bazę fanów na całym świecie.